Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili - Sokrates
RSS
piątek, 27 stycznia 2012
cztery guziki

Mierzyłam dziś w Marksie fajne dżinsy. Długość nogawki idealna, czarne, leżały naprawdę nieźle. Niestety miały też sporą ilość dżetów i hafty na kieszeniach, co dyskwalifikowało je jako codzienne spodnie i windowało cenę do prawie 35 funtów. Pozostaje mi szukać dalej, przebijać się przez zalew spodni skinny i super skinny.

Owszem, pojawiły się wersje z wysokim stanem, takie na cztery guziki, w jednym sklepie nawet we wszystkich kolorach tęczy. Ale i one też nie dla mnie. Jak leżą dobrze w pasie, to w udach mam fałdę na fałdzie; jak są dobre w udach, to w pasie mam jeden wielki balon. Albo przerzucę się na legginsy. Koleżanka z pracy oświeciła mnie, dlaczego tak wiele dziewczyn je nosi- dopasowują się do każdej sylwetki i nie trzeba skracać nogawek...

21:08, justinehh
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 stycznia 2012
sałatka owocowa

Anglicy wcinają dużo gotowego jedzenia. No bo komu chce się/ ma czas ( niepotrzebne skreślić) na tłuczenie ziemniaków czy obieranie kiwi. Dlatego pudełkowane sałatki owocowe sprzedają się naprawdę dobrze...

truskawki, melon, kiwi

dwa rodzaje melona, jagody, truskawki, kiwi, ananas

To tylko drobny ułamek, może być jeszcze mój faworyt- kostka sera z jabłkami i winogronami, dwa gatunki melona, winogrona i widelec do kompletu, czy torebka z gruszkami, jabłkami i winogronami...

15:22, justinehh
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 stycznia 2012
Jude Law dostaje odszkodowanie

Sto pięćdziesiąt tysięcy funtów- taką sumę dostał Jude Law od News International- poinformowało BBC. Jego telefon był na podsłuchu w latach 2003- 2006, a informacje o życiu prywatnym aktora wykorzystane w 16 tekstach. Law podejrzewał nawet, że członkowie jego rodziny sprzedają wiadomości dziennikarzom. O to samo posądzała aktora jego była żona, Sadie Frost, która otrzymała 50 tysięcy funtów. Mniejsze sumy otrzymali też współpracownicy Lawa.

Odszkodowania dostali też były wicepremier lord John Prescott, piłkarz Ashley Cole i przyjaciel książąt Williama i Harry;ego- Guy Pelly. I to jeszcze nie koniec afery podsłuchowej...

21:59, justinehh
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 stycznia 2012
scenka stołowa

Stoimy przy stole i skubiemy winogrona- trójka Polaków i Łotyszka. Starszy Polak gawędzi sobie z młodą Polką. W pewnym momencie pyta:

-a te tutaj, to Brytyjki? (wskazuje na mnie i Łotyszkę)

-a ja tu sobie stoję i wszystko rozumiem- odpowiedziałam

Pan dziwnie popatrzył, coś tam pomamrotał i zmienił temat. A potem wszyscy się dziwią, dlaczego ktoś gdzieś oberwie butelką...

15:00, justinehh
Link Komentarze (2) »
środa, 18 stycznia 2012
bo ja się pomyliłem...

Poniedziałek, godzina dwunasta z minutami:

-Cześć, czy ja dziś pracuję?

-Dziś masz wolne, bo wiesz, zamówienie jest małe i mało ludzi potrzeba na tę drugą zmianę. Jutro pewnie podobnie.

-To w takim razie wpisz mnie na jutro na rano.

-Dobrze.

Wtorek, godzina ósma trzydzieści, stoję sobie przy stole i obieram kiwi:

-Cześć, na hali jest za dużo ludzi, masz wracać do domu, bo ja się pomyliłem, pracujesz dziś na drugiej zmianie...

Podsumowanie- to był upiornie długi dzień, od piątej rano do trzeciej w nocy, bo oczywiście w dzień nie udało mi się zdrzemnąć, a produkcja sałatki owocowej z  serem to była prawdziwa udręka.

14:59, justinehh
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012
z górnego pokładu

Po małym mieście jeździ pewna liczba double decker busów, czyli autobusów piętrowych. Czasem trafia mi się taki, staram się wtedy usiąść na górnym pokładzie. Kiedy jechałam tak po raz pierwszy, wrażenie było niesamowite, zastanawiałam się, czy kierowca zmieści się w zakręcie ( bo to w końcu zupełnie inna perspektywa).

Po paru przejażdżkach nabrałam jednak wprawy. Ma się wtedy wrażenie, jakby się płynęło, ludzie są mniejsi, widać o wiele więcej ( ktoś pali w ogródku, tuż obok stoi ogromniasta trampolina, na balkonie stoi sowa z gipsu), nawet zaznajomione ulice wydają się inne. Trochę trudniej jest, jak się jedzie w nowe miejsce i trzeba pilnować, żeby nie przegapić właściwego przystanku.

Tak jak wczoraj, kiedy musiałam odebrać paczkę z drugiego końca miasta. Samochodu to ja jeszcze długo ( być może nigdy) mieć nie będę, na piechotę za daleko, pozostawał tylko autobus. Piętrowy. No i na moście miałam genialny widok na rzekę, nadbrzeżne zabudowania, wszystko doprawione słońcem. Strasznie ten most był krótki, widok szybko znikł, ale na szczęście udało mi się wysiąść na właściwym przystanku, znaleźć właściwy dom i odebrać paczkę. Powtórki z widoku nie było, bo udało mi się złapać nieoczekiwaną podwózkę do centrum. Muszę wrócić na ten most z aparatem w jakiejś wolnej chwili.

 

Australian Open się zaczął, a ja nawet nie wiem, czy dziś pracuję. Coś za coś, kurde, nie ma letko...

02:00, justinehh
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 stycznia 2012
kierowca też człowiek

No fakt, jeżdżą tu po lewej stronie, ale jako ludzie są podobni. Jeden obtrąbi przy przechodzeniu przez drogę szybkiego ruchu, inny zatrzyma na chwilę sznur i pozwoli człowiekowi spokojnie przejść.

Kierowcy autobusów- to samo. Jeden powie po polsku "dzień dobry" i bezlitośnie oskubie na 20 pensów, inny powie, że nie ma tych 20 pi, ale wyda mi, jak będę wysiadać. Jedna linia zrobiła podwyżkę cen biletów, to kierowca żartował, że mam wygrzebać wszystkie piątki ( pięć pi), bo oni ich teraz bardzo potrzebują. Ale i tak wczoraj taki starszy dziadek pobił rekord. Prosiłam o bilet do pubu Pszczoła, a on się pyta- pojedynczy bilet na ulicę Długą? ( w oryginale strasznie dużo "s" tam było). na szczęście po drodze nie było kontroli.

Dziś w nocy było naprawdę zimno, na samochodach był szron, na termometrach coś koło zera...

15:10, justinehh
Link Komentarze (2) »
środa, 11 stycznia 2012
poniedziałek bez ogonków

Niedziela- kończymy zmianę  o drugiej...

Poniedziałek, godzina wpół do jedenastej, budzi mnie telefon z informacją, że zaczynamy zmianę w samo południe. Sprint do kuchni, kubek zarąbiaście słodkiej herbaty, na nic innego nie mam czasu, robię jeszcze dwie kanapki, szybkie mycie i lecę do autobusu. Udaje mi się nie spóźnić, staję sobie na kiwi, ale i tak te trzy pierwsze godziny to jedna wielka masakra, przed oczami mam przeróżne dania, cudem nie obcinam sobie palców.

Po przerwie i dwóch kanapkach jest trochę lepiej. Ale staję przy winogronach a tam zonk. Nie dość, że są małe ( do napełnienia jednej skrzynki trzeba piętnaście tysięcy kiści), to jeszcze ogonki są tak słabe, że nie trzymają się kiści, tylko lecą razem z owocem i dowalają dodatkowej roboty. A linie wołają kolejne skrzynki. Na szczęście jest kiwi i pakowanie sałatki ( w obłędnym tempie).

Po kolejnej przerwie zostajemy tylko my, czyli druga zmiana. Produkujemy kolejną sałatkę, z serem, winogronami i jabłkami, tym razem zawodzi maszyna do zgrzewania. Zaczynamy jeszcze jedną sałatkę (oczywiście z winogronami) i kolejna zgrzewarka odmawia współpracy. I nie mamy prawie nic pokrojone. Kończymy o północy, bo nasza przełożona nie zgodziła się, żebyśmy pracowali do drugiej.

Do tego dostałam skrzynką po głowie i rąbnęłam się w kolano. I jak tu lubić poniedziałki...

00:10, justinehh
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 183